Dziecko adoptowane jest takie samo, jak inne dzieci, rodzice adopcyjni – tacy, jak wszyscy inni rodzice, a więź między nimi – tak samo silna i pełna ciepła. Są jednak zmagania, z którymi rodzice adopcyjni mogą zmierzyć się szczególnie boleśnie i które są specyficzne właśnie dla ich sposobu przeżywania rodzicielstwa. Szczególną formę przybierają one w pierwszym okresie w przypadku adopcji niemowlęcia.
Przygotowanie
Naturalny czas ciąży, który reguluje etapy przygotowania do powitania maleństwa na świecie, rodzicom adopcyjnym nie jest dany. Omija ich czas uczęszczania do szkoły rodzenia, okres porodu i czas poporodowy, kiedy położna uczy i pomaga w trosce nad maleństwem. Adoptowane niemowlę to często dla jego rodziców duża zagadka. Aby darować sobie taki czas przygotowania i nabrania umiejętności do opieki, dobrze jest skorzystać z usług czegoś na kształt szkoły rodzenia – kursów, które nauczą jak przewijać, kąpać, karmić i pielęgnować maleństwo oraz przekażą podstawy wiedzy medycznej na temat rozwoju i specyfiki wieku niemowlęcia.

Brak poczucia rodzicielstwa
Ciąża umożliwia zapoznanie się z maleństwem, wytworzenie z nim więzi. Poród naturalny daje organizmowi mamy znak o fakcie przyjścia dziecka na świat angażując jej siły do opieki nad nim. Są to naturalne bodźce skierowane w stronę rodziców, mówiące im „to wasze dziecko”. Rodzice adopcyjni nie mają możliwości ich doświadczenia. Prawda jest jednak taka, że bycia rodzicem trzeba się nauczyć, a z dniem porodu zostaje się nim tylko w dokumentach. Tak więc zarówno rodzice naturalni, jak i adopcyjni uczą się rodzicielstwa dzień za dniem: przebywania z malcem, rozpoznawania jego potrzeb i nastrojów. Dlatego nie trzeba przejmować się początkowym poczuciem niekompetencji wobec dziecka i wyzbyć się go skupiając na fakcie, że właśnie spełniają się dwa marzenia: bycie rodzicem i posiadanie dziecka.

Obwinianie siebie
Zarówno rodzice naturalni, jak i adopcyjni odnoszą w wychowaniu sukcesy i porażki. Różnica polega jednak na tym, że niepowodzenia rodziców adopcyjnych wiążą się zazwyczaj z frustracją w kierunku istoty ich adopcyjnego związku z dzieckiem. Obwiniają się oni, że nie są w stanie czegoś dobrze wykonać, utulić płaczącego malca czy ubrać go bez grymasów właśnie w związku z tym, że nie są jego naturalnymi rodzicami. Nie jest to jednak prawdą – każdy noworodek płacze, miewa kolki, mokrą pieluchę bądź jest głodny. Nauczenie się odgadywania potrzeb malca i umiejętne odpowiadanie na nie to kwestia praktyki i bliższego poznania się – zawsze, nie tylko w przypadku adopcji.

Źródła:
H. Murkoff (i in.), W oczekiwaniu na dziecko, Poznań 2003.

Autor: Magdalena Dudziak